"Jestem artystką spełnioną" wywiad Jolanty Gadek z Izabelą Trojanowską ( cytaty)
Gości pani pierwszy raz na Podlasiu...
- Jestem zaskoczona gorącym powitaniem w Choroszczy. Ludzie się do mnie uśmiechają, machają do mnie rękami, traktują jak swoją
znajomą. Odwiedziłam stragany z pamiątkami. Obdarowano mnie. Dziś takie gesty zdarzają się bardzo rzadko, bo wiadomo: "Za
darmo nic..."
(...)
Młodzież dopiero odkrywa, że pani śpiewa, bo dla nich urodzonych po pani wyjeżdzie za granicę - jest pani głównie
Moniką z " Klanu".
-Można tak rzec, chociaż często się zdarza, że młodzież zna moje piosenki, bo moich płyt słuchają ich rodzice lub słyszeli je w radiu,
ale nie kojarzą tych piosenek z moim nazwiskiem. I na koncertach są mile zdziwieni.
Co w pani życiu zmieniła rola Moniki?
- Na pewno przyniosła mi dużą popularność wśród osób, które niekoniecznie interesują się muzyką. Zdarza się że ludzie zwracają się
do mnie pani Moniko . Albo mówią: Proszę pozdrowić syna. Ja, Iza Trojanowska, mam 15-letnią córkę, ale Monika ma syna.
Przestałam już to prostować. Mówię OK., pozdrowię .
Ale pani tak weszła w rolę, że swojemu serialowemu synowi matkuje pani też poza planem.
-Tak złapałam się na tym. Ostatnio zaczął się nawet przed tym bronić. Gdy 9 lat temu zaczynaliśmy pracę w "Klanie" był jeszcze
dzieckiem, a niepostrzeżenie stał się całkiem dorosły.
Jeśli chodzi o moje doświadczenie zawodowe, to jest to pierwsze przedsięwzięcie nad którym nie do końca mam kontrolę. Praca
na planie serialu wiąże się z tym, że nikt, nawet sami producenci nie są w stanie powiedzieć w jakim kierunku postać będzie zmierzać.
bo scenariusz powstaje na bieżąco. To narzuca pewien styl grania, sposób budowania postaci. Jeśli dostaję gotowy scenariusz filmu
to wiem, jakie będą losy postaci, zastanawiam się co ona przeżywa i jak to wyrazić na scenie. W serialu nie wiadomo, co się zdarzy i
czy na przykład za kilka odcinków nie okaże się, że to, co teraz Monika mówi, to kłamstwo. Poza tym zdjęcia są kręcone w szalonym
tempie, nie ma czasu na powtórki, zmiany.
Ludzie odbieraja sytuacje z "Klanu" jako prawdziwe
- Gdy Monika zabiła człowieka, na plan przyszedł prokurator i zastanawiał się jaką karę może za to dostać. No i taką karę Monika
dostała. Zresztą scenę tę kręciliśmy w sali, w której dzień wcześniej kobieta została skazana na dożywocie. Stałam w tym samym
miejscu co ona. To było niesamowite uczucie. Zanim Monika strzeliła do swojej ofiary, byłam na kursie strzelania. Nawet po ciemku z
kilku metrów trafiam w dziesiątkę .
(...)
Gdyby pani mieszkała w Polsce, miałaby pani więcej czasu na rozwijanie kariery.
- Nie mam poczucia niedosytu. Byłam już na topie, wiem jak to smakuje. Odkąd pojawiła się na świecie moja córka, to ona jest dla
mnie najważniejsza. Zresztą przecież nadal robię to, co lubię: gram, śpiewam, mam kontakt z publicznością. Niczego mi nie
brakuje.(...)
Gazeta Współczesna 11 sierpnia 2006 r. Nr 156
"Wciąż szalona!" rozm. Krzysztof Dominiak
(...)
A może powinna Pani pogodzić macierzyństwo z muzyką i nagrać płytę z córką?
- Może! Nie myślałam o tym w ten sposób. Roxana zna całą polską i światową muzyke pop. Nigdy nie rozstaje się z odtwarzaczem
płyt. Słuchawki zdejmuje z uszu tylko w szkole i w kościele. Potrafi zanucić wszystko. Moim zdaniem ma duże możliwości wokalne. Ale
ona nie myśli jeszcze o przyszłości. Muzykę kocha, ale interesuje się też historią, pasjonują ją języki obce. Za wcześnie jeszcze
na deklaracje kim zostanie.
- Ale chyba ogląda na wideo mamę - gwiazdę estrady z lat 80 - tych.?
-Tak. Ogląda jak jej mama szalała wtedy na scenie! Kręci głową, ale nie krytykuje, że to był "obciach" . Odnosi się do mojej
przeszłości z dużym szacunkiem. Chociaż przyznaje też, że wolałaby jednak oglądać mamę rozsądną, w garsonce. I częściej mieć ją
przy sobie, w domu. Ale ja to szaleństwo wciąż mam we krwi. Niewiele się zmieniłam.
-I dlatego prowadzi Pani takie szalone życie na walizkach?! Warto tak się mordować?
-Jutro na przykład wstaję o czwartej nad ranem, żeby móc o szóstej wylecieć z Berlina do Warszawy. Na lotnisku odbierze mnie
samochód z serialu Klan i odwiezie prosto na plan zdjęciowy. Często nie wiem, czy jest sens w ogóle kłaść się spać? A czy warto?
Jestem bardzo dumna z tego serialu. I z tego, co w nim i dzięki niemu osiągnęłam.
-Nie miewa Pani chwil zwątpienia?
-Są momenty, że mam wszystkiego dość! Szczególnie gdy padam na twarz ze zmęczenia. Ale przeszłam dobrą szkołę, która
nauczyła mnie, że scena i mój zawód to świętość. Nie ma miejsca na zmęczenie ani na łzy. Trzeba iść do przodu! Tego się ode mnie
wymaga, więc nigdy nie narzekam (...)
Twoje imperium 13. -19.luty.2006 r. Nr 7
"Ta rola to prawdziwa misja" rozmawiała Ewa Sośnicka - Wojciechowska
-Na początku serialu Monika była prawdziwą kobietą fatalną, taką Alexis z Dynastii. Dlaczego tak bardzo się potem
zmieniła?
-Od początku buntowałam się przeciw temu, że Monika jest taka kategoryczna, toksyczna. Martwiło mnie to, bo ludzie na ulicy, w
środkach lokomocji, którymi wciąż podróżowałam, bardzo niemiło na mnie reagowali.To było dla mnie trudne, choć grało mi się kogoś
takiego naprawdę fantastycznie. Powoli zaczęłam swoim sposobem gry nieco spłycać jej drastyczność.
-Scenarzyści to zauważyli?
- Ilona Łepkowska zapytana podczas wręczania Telekamery Tele Tygodnia, który z aktorów najbardziej wpłynął na zmiany w
scenariuszu powiedziała, że pani Trjanowska. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo mi się udało i - natychmiast zaczęłam żałować.
Ale było za późno. Pani Łepkowska odeszła do innego serialu, pojawili się inni scenarzyści, odeszła wspaniała kostiumolog Ewa
Krauze. Zrezygnowaliśmy z kapeluszy, które kładły cień na oczy i oświetleniowcy mieli z tym duży kłopot. A oczy u aktora są mocnymi
środkami wyrazu.
-Monika wyjechała do Stanów i wróciła zupełnie odmieniona.
-Przede wszyskim poturbowana życiowo. Miała też poważne problemy ze wzrokiem.
-A co najważniejsze sprowadziła syna, który okazał się zarażony wirusem HIV, prawda?
-Tak, scenarzyści zaczęli Monice pisać tragedię życiową, odebrali jej pewność siebie. Musiałam sięgnąć do książek o AIDS, żeby
wiarygodnie cielić się w postać matki takiego dziecka. Tym razem wszyscy mnie wspierali. Zrozumiałam, że granie tej postaci to prawdziwa
misja. Ludzie, których to doknęło, uważają mnie niemal za członka rodziny ( bo wielu myli rzeczywistość z fikcją). Ich reakcja jest
wzruszająca. Pozdrawiają mojego syna. -A przecież w realnym życiu ma Pani córkę! Jakie są relacje między wami kobietami?
-Fantastycznie, jesteśmy przyjaciółkami i cieszę się, bo nie jest to takie oczywiste. W końcu połowę czasu spędzam poza domem. Roxy
skończy w czerwcu 16 lat i niepostrzeżenie bardzo się usamodzielniła. Mam do niej pełne zaufanie. Zaskakuje mnie swoją roztropnością i
zdyscyplinowaniem. Kiedyś była ode mnie uzależniona., pytała "Mamo, jaki jest mój ulubiony kolor?" , a ja wpadałam w przerażenie. Teraz
jest inna. Jeśli jej coś przywiozę, to widzę zakłopotanie. - Na pewno kupiłaś coś w swoim guście! - mówi. Bo ona ma już własny.
Tele Tydzień Nr 15, 10 kwietnia 2007 r.
